Netflix, Spotify, Amazon Prime, Twitch i spółka. Te serwisy ratują mi dupę

Netflix, Spotify, Amazon Prime, Twitch i spółka. Te serwisy ratują mi dupę

Właśnie skończyłem oglądać 2. sezon serialu “Rick and Morty” na Netflixie i muszę Ci się do czegoś przyznać – dawno już nic mnie tak nie poruszyło. Bardzo wczułem się w postać Ricka, jego problemy zarówno życiowe jak i dotyczące alkoholu (jeśli oglądałeś, na pewno wiesz, o czym mówię). Równie ważna natomiast stała się dla mnie ścieżka dźwiękowa, toteż chcąc jeszcze chwilę pozostać w klimacie tego świata, szybko odpaliłem sobie w Spotify utwory, które były jego częścią.

Teraz siedzę moją ulubioną porą nocną, piszę dla Ciebie tekst, w uszach gra mi wspomniana playlista i wiem, że przed spaniem włączę sobie jeszcze jakiś stream na Twitchu (bądź “lekki” filmik na YouTube), żeby ukoić nerwy po całym dniu. A wszystko to obsługuję nie ruszając się z miejsca i w dodatku robię to na jednym, wybranym przeze mnie urządzeniu.

Mówią, że przyszłość streamingiem stoi

Kurde, no ja to z natury leniwy człowiek jestem. Jeszcze parę lat temu niedaleko mojego domu funkcjonowała całkiem fajna wypożyczalnia płyt DVD i kaset VHS. Przechodząc obok niej lubiłem wstąpić na parę chwil, żeby zobaczyć, co tam nowego mają w ofercie. Ale jeśli miałem specjalnie ruszyć dupsko z domu w tę i z powrotem, żeby dany film wypożyczyć, to zawsze znajdywałem tysiące powodów, żeby tego nie robić.

A dziś? Dziś nie ma żadnego problemu, aby w ciągu kilku minut przejrzeć szeroki katalog filmów i seriali, znaleźć coś ciekawego i sekundę później oglądać to z własnej, wygodnej kanapy. Ba! Nawet jeśli nie wiesz, na co akurat masz ochotę, aplikacja doradzi Ci, co mogłoby trafić w Twoje gusta. Dla mnie jest to coś tak niesamowicie naturalnego, że ciężko byłoby mi z tych udogodnień zrezygnować.

Ale taki mechanizm działa także w przypadku wielu innych usług streamingowych. Odpowiednikami Netflix’a czy Amazon Prime w kwestii muzyki są oczywiście Spotify, Apple Music, Google Play Music, Tidal i wiele, wiele innych. Coraz głośniej jest także o streamowaniu gier, które może zrewolucjonizować cały rynek elektronicznej rozrywki.

Wyobraź sobie, że nie musisz się już martwić o to, czy Twój komputer spełni wymagania danej gry, bo za kilkadziesiąt złotych miesięcznie możesz wypożyczyć potężną maszynę (znajdującą się gdzieś tam w pizdu), która udzieli swojej mocy obliczeniowej i prześle Ci jedynie obraz i dźwięk Twojej rozgrywki. No czyż to nie jest genialne?

A przyszłość jest tuż za rogiem

Ostatnio przeanalizowałem sobie, w jaki sposób korzystam z Internetu, multimediów i przeróżnych urządzeń typu smart. Wyszło mi, że w sporą część tego wykorzystania stanowią właśnie streaming oraz płatne subskrybcje. Całkiem nieźle obrazuje to sytuacja, którą opisałem na samym początku tego tekstu.

Generalnie mam dostęp do ogromnej ilości dóbr cyfrowych, które mogę konsumować w bajecznie prosty sposób, przełączać się między nimi w mgnieniu oka i dobierać to, na co akurat mam ochotę. W większości tych usług nie jestem ograniczony beznadziejnymi reklamami albo ustalonym przez kogoś programem telewizyjnym. Nie jestem też zmuszany do oglądania/słuchania czegoś, na co nie mam ochoty. Wreszcie mam poczucie, że media są stworzone dla mnie, a nie ja dla mediów.

I dlatego te usługi są apteczką dla mojej duszy

Wiem, że może to brzmieć co najmniej dziwnie, ale tak właśnie jest. Kiedy jest mi smutno, włączam swoją playlistę z smutnymi kawałkami. Gdy wszystko idzie mi dobrze i najchętniej skakałbym z radości, zmieniam playlistę na coś w stylu “Life is good”. A kiedy za oknem ciągle pada, jesień coraz wyraźniej prezentuje swoje ponure nastroje i generalnie pizga złem, to zawijam się w koc, biorę ciepłe kakałko i urządzam sobie maraton seriali.

Ot tak. W każdej chwili, na dowolnym urządzeniu mogę odpalić sobie coś, co uratuje mi dupę przed totalną nudą, stresem, dołkiem czy po prostu umili mi dzień.

Ale panie kochany! Toć to wszytko duże piniendze kosztuje

I tu się nie zgodzę. Owszem, pieniądze się przydadzą, ale w wielu przypadkach korzystanie jest bezpłatne. No chociażby YouTube, Twitch, Spotify (z reklamami) są zupełnie darmowe. A jeśli już zdecydujesz się coś zainwestować, to gwarantuję, że nie zbankrutujesz.

Po wielu romansach z różnymi tego typu serwisami, obecnie wybieram i opłacam właściwie tylko Spotify (oferta 9,99 zł dla biednych studentów) i Netflix’a (52 zł rozbite na 4 osoby – tak, regulamin na to pozwala) i łącznie płacę za nie… 23 zł. Tak, tylko tyle. W zamian dostaję wygodny dostęp do szerokich baz muzyki, filmów i seriali. Jeśli kiedykolwiek uda mi się to wszystko przelecieć, poproszę statuetkę zwycięzcy i co najmniej 1 mln złotych polskich.

Także opcji ograniczenia kosztów jest multum, bo większość serwisów oferuje zniżki dla rodziny, uczniów, współlokatorów itp. A moim celem było przekonanie Cię, że warto. Jeśli nigdy nie miałeś okazji skorzystać z podobnych usług, wypróbuj jakąś w ramach darmowego okresu testowego i wyrób swoją własną opinię. Ja tymczasem wracam do “The Defenders”!

Grafika główna: Znaki/loga poszczególnych usług należą do ich właścicieli i zostały użyte w celu informacyjnym.




%d bloggers like this: