Influencer Live Poznań – tu spotyka się Internet. Było warto?

Influencer Live Poznań – tu spotyka się Internet. Było warto?

Tak, było warto. Jeśli tylko tyle Cię interesowało, to możesz śmiało dalej scrollować fejsa albo oglądać śmieszne koty. Ale jeżeli chcesz dowiedzieć się dlaczego?, to śmiało zaparz sobie herbaty, zjedz ciasteczko i pozwól, że wytłumaczę Ci jak, po co, z kim i dla kogo robimy te Internety.

Bo ja to jestem leń śmierdzący!

Zacznę od marudzenia. Z wyjazdem na Influencer Live Poznań 2019 miałem ogromne problemy natury niechcemisiowej, serio. Teraz sam się sobie dziwię, ale w ciągu ostatniego tygodnia przed konferencją wymyślałem najróżniejsze powody, dla których nie powinienem jechać. A to, że na studiach dużo roboty, a to że wydatek niepotrzebny, a że ja to właściwie się tam nie nadaję i tak dalej. Co więcej, miałem już dawno opłacony hotel i bilet na pociąg. Więc co mnie tak bardzo odpychało? Właściwie to nie wiem, ale pewnie strach, bo ja się strasznie dużo rzeczy boję. Oraz lenistwo.

W tak zwanej blogosferze działam nie od dziś. I pomimo tego doświadczenia, cały czas wmawiam sobie, że to nie dla mnie. A może nawet i nie dla mnie, ale uwielbiam pisać, więc jedyne, co mnie w tej dziedzinie blokuje, to ja sam. Z tego powodu, od czasu do czasu potrzebuję kopniaka w tyłek, a jednym z nich jest właśnie ILPoznań, po którym wróciłem natchniony do działania.

Ok, zrobiło się trochę kołczowo, więc dla rozwiania atmosfery popatrz sobie jak przewracam się na hulajnodze elektrycznej Lime.

Spokojnie, nic mi się nie stało. Hulajnodze też 😉

Dzień pierwszy podróży

Konferencja trwała od 11. do 12. maja, ale do Poznania pojechaliśmy już w piątek, żeby na spokojnie się zaaklimatyzować. Mam tu na myśli siebie, Adama z Wyspy Kultury i Tomka. ILPoznań nie był pierwszą naszą tego typu imprezą, więc dobrze wiedzieliśmy, że w piątek wieczorem szykuje się before, na który… ostatecznie nie poszliśmy. Nie bardzo nam się chciało tłuc tam przez pół miasta, a i tak wiedzieliśmy, że nadrobimy zaległości na after party następnego dnia.

Ale, ale! Przed nami było jeszcze pół dnia do zagospodarowania. Z dworca głównego w Poznaniu postanowiliśmy pojechać Traficarem do naszego hotelu. Jakaż to była fatalna decyzja! Godziny szczytu, nieznajomość miasta, brak miejsc parkingowych i nierozgarnięta nawigacja skutecznie wydłużyły naszą podróż. Zamiast 15 minut pieszo, do hotelu dotarliśmy po 40 minutach. Ale przynajmniej jest fota!

Oczywiście musiałem skorzystać z okazji i wypróbować wcześniej wspomniane hulajnogi Lime. No przykro mi, u nas w Toruniu nie ma takich cudów, więc trochę się jarałem. W każdym razie, bardzo wygodnie się nimi dojeżdżało do MTP, gdzie odbywało się całe Influencer Live.

Gdy ILPoznań wreszcie ruszyło…

W nocy z piątku na sobotę dołączył do nas Mirek (aka Niskopodłogowiec) i teraz już w czwórkę wyruszyliśmy razem na hulajnogach (mówiłem, że się jarałem!) na pierwszy dzień konferencji. I teraz najważniejsze – co można było tam zobaczyć? Na terenie Targów wystawiały się różne marki i sponsorzy jak LIDL, Allegro, Olympus, LH.pl i inne takie. W ramach tych stoisk można było porozmawiać z przedstawicielami, wziąć udział w konkursach albo po prostu cyknąć zdjęcie.

Ponadto Organizatorzy we współpracy z kilkoma markami przygotowali dla uczestników jedzenie (jakie dobre były te burgery…) i picie (w tym pyszną kawę, wodę, Red Bulle i takie dziwne herbaciane coś). Pominę temat niedzielnego śniadania z Lidlem, bo nie chcę sprowadzać na siebie niepotrzebnego gniewu. Jednak następnym razem lepiej by było nazwać je “Przekąska z Lidlem”.

Ale zaraz, miałem przecież napisać, co było najważniejsze.

Ludzie? Przereklamowane… Mam, EMOCJE!

Tak, emocje. Zwykle mówi się, że na tego typu wydarzeniach najważniejsi są ludzie i jest to prawda. Być może nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak wartościowa jest możliwość pogadania na żywo z kimś, kogo cenisz, kto ma dużą wiedzę i kto chce się nią dzielić. I mówię tu zarówno o świetnie przygotowanych prelekcjach (np. Maćka Budzicha, Krzysztofa Hołowni, Krzysztofa Gonciarza, Rafała Masnego, Kasi Mecinski i wielu innych) jak i rozmowach face to face. Zawieranie nowych znajomości, odnawianie starych, robienie sobie wspólnych zdjęć – to wszystko jest super.

Kuźwa, a ja jak zwykle w telefonie. © Grzegorz Chudzik, okiemobiektywu.pl

Jednak dla mnie najważniejsze z tego wszystkiego są emocje. Jest to coś, czego nie da się do końca opisać, a co pozwala mi na zapamiętanie tej oraz innych konferencji na lata. To pod wpływem emocji chce mi się tworzyć nowe treści, bo coś mnie wkurzy albo zachwyci. Pozornie prosty pomysł może okazać się światowym hitem, jeśli autor odpowiednio pokieruje emocjami odbiorcy. Emocje mogą także wyrządzić wiele złego, np. spowodować falę hejtu i doprowadzenić niewinnego człowieka na skraj depresji. Dlatego też emocjami trzeba obchodzić się umiejętnie i z rozwagą.

I właśnie pod hasłem “emocje” minęła mi tegoroczna konferencja Influencer Live Poznań i to one będą dla mnie inspiracją na najbliższy czas. Wszak nie piszę tego tylko dla siebie, ale także i dla Ciebie, drogi Czytelniku!

Jakieś słowo końcowe?

No dobra, spróbujmy to jakoś podsumować. To, że warto było tam pojechać, już wiemy. Tylko dlaczego? Ano dlatego, że w Internecie wszyscy tworzymy wielką społeczność, ale na co dzień “widujemy się” co najwyżej poprzez ekran komputera bądź telefonu. ILPoznań i jemu podobne są cudowną i wyjątkową okazją do przypomnienia sobie, że za każdym blogiem, kanałem, profilem, zdjęciem i filmem stoi żywy człowiek, który chce przekazywać część siebie innym ludziom.

Taka socjalizacja na żywo pozwala uzmysłowić sobie, że jest gdzie tworzyć, dla kogo tworzyć, a do tego są ludzie, którzy przetarli ten szlak przed nami. Wystarczy podejść, przywitać się i zacząć rozmowę. Reszta? Reszta zależy wyłącznie od Twoich chęci.




%d bloggers like this: